Duch Pana Boga nade mną, bo Pan mnie namaścił. Posłał mnie, by głosić dobrą nowinę ubogim, by opatrywać rany serc złamanych… - czytanie z Księgi Izajasza rozpoczynające Mszę krzyżma pięknie mówi o kapłaństwie. Ten ideał pociągał i pociąga wielu, dla wielu pozostaje jednak jakże trudnym w codziennej realizacji. Kiedy myślę o znajomych kapłanach uświadamiam sobie tę ich codzienną walkę o to, by te słowa proroka wypełniały się w ich życiu. I bardzo ich za to cenię.
Kapłan z racji swej posługi w każdych czasach jest kimś skazanym na trwanie na tak specyficznym posterunku. Jak w dzisiejszej Polsce, której mieszkańcami są teoretycznie w ogromnej większości ludzie ochrzczeni, ale „nieregularnie” praktykujący, nieść im Chrystusa? Jak ich przekonać by swoje życie duchowe traktowali serio? Pół-amatorskie dyskusje o celibacie, szum wokół skandali pedofilskich i homoseksualnych na pewno nie ułatwiają kapłanom niesienia Dobrej Nowiny. Tak właśnie zamyka się usta apostołom, a raczej – próbuje zamykać.
To powołanie jest czymś unikalnym. Kapłaństwo w żadnej religii nie ma takiej rangi jak w naszym Kościele. Na fali modnego dziś taniego, gazetowego ekumenizmu i haseł równości wszystkich kultur, tolerancji etc. próbuje się pokazywać, że ksiądz to taki sam człowiek „sprawujący” kult w imieniu społeczności jak mieszkający w dżungli szaman. Ideałem i obiektem zainteresowania jest mnich buddyjski czy hinduski asceta, ale nie ksiądz katolicki. Oczywiście – prosta czarna sutanna niewiele ma z modowej poezji wschodnich strojów. Nie jest dobrze, że ksiądz się ludziom „opatrzył”. Obyśmy tego kiedyś nie żałowali.
Czy świeccy powinni myśleć o kapłaństwie? Dobrze gdyby czasami pomyśleli. Na przykład w taki dzień jak dziś. To nie przypadek, że nasz Pan posyła do nas ludzi namaszczonych, że kapłaństwo to sakrament. To nie jest posługa jakich wiele w społeczności kościelnej. Kapłani – to błogosławiony szczep (por. Iz 61,9).
Kościół wspomina dziś św. Hugona z Grenoble, biskupa, który będąc kapłanem marzył by być mnichem (został nim dopiero u kresu życia). Św. Bruno nie raz musiał wypraszać go z pustelni i przypominać, że jego obowiązkiem jest przede wszystkim troska o powierzony mu lud Boży. Zapewne wielu kapłanów zmęczonych pracą, podobnie jak święty biskup, też pragnęłoby wytchnienia, czasu na odpoczynek i kontemplację. A tymczasem często go nie ma. Oby każdy znalazł taką oazę przy Bożym Sercu jak św. Hugo w zaciszu Wielkiej Kartuzji.
Pomódlmy się dziś za naszych kapłanów.
|