|
Inwestytura na miarę XXI wieku |
|
|
|
|
20.12.2009. |
 Wokół objęcia prymasostwa przez abp. Muszyńskiego było sporo szumu. Szumne zapowiedzi, gdzieniegdzie tylko podnoszone wątpliwości czy ktoś wpisany na listę TW dawnych służb powinien obejmować tak prestiżowe w naszym Kościele stanowisko. Wycyzelowane, eleganckie biografie ukazały się m.in. w „Tygodniku Powszechnym”. W zależnym od Konferencji Episkopatu Polski KAI, w serwisie internetowym był także wywiad z nowym prymasem, w którym tenże nawiązując do swojej kontrowersyjnej przeszłości dość lekceważąco się wypowiadał o wartości archiwów pozostałych po komunistycznych służbach. W „Rzeczpospolitej” pokazał się komentarz Piotra Semki ( Prymasostwo za wszelką cenę), dla portalu Fronda.pl wypowiedział się także ks. Isakowicz-Zaleski ( Czy każdy biskup może być prymasem?).
W średniowieczu, na przełomie XI i XII wieku wybuchł w Europie tzw. spór o inwestyturę. Był to konflikt między władzą świecką (cesarzem Henrykiem IV) i kościelną (papieżem Grzegorzem VII) o to kto ma mieć decydujący głos w sprawie nominacji na stanowiska kościelne. Dziś odpowiedź dla nas jest oczywista. Czemu odwołuję się jednak do tego pojęcia? Bo na naszych oczach dokonuje się właśnie proces nieco podobny tylko, że zmierzający w odwrotną stronę. Otóż namaszczenia hierarchy Kościoła do obecności w przestrzeni publicznej (bo nie na samo stanowisko) dokonują media. Rzecz niesłychana. Do tego rzecz dzieje się za milczącym przyzwoleniem kościelnych decydentów.
Od kiedy to środki społecznego przekazu mają usprawiedliwiać i zamazywać przeszłość kandydatów czy to do znaczących stanowisk państwowych czy kościelnych? Ich funkcja winna być dokładnie odwrotna: prześwietlanie i uważna obserwacja. Media są oczami i uszami społeczeństwa. Nie mniej niepokojący jest fakt, że abp. Muszyński skorzystał z mediów by po raz kolejny rozpowszechnić swoją, wątpliwą wersję wydarzeń. Skoro jest taki doskonały i świątobliwi jak twierdzą jego „hagiografowie” to czemu nie potrafił − dla dobra Kościoła − zrezygnować ze stanowiska? Tym bardziej, że ma je sprawować tylko przez kilka miesięcy. Człowiek dialogu? Nie rozumie jak poważne konsekwencje dla całej wspólnoty niesie postawiony na znaczącym stanowisku członek, którego przeszłość budzi wątpliwości? Jeśli sądzi, że historia łaskawie go oceni - jest w wielkim błędzie. |