pustelnica.pl
Archiwum bloga
Listopad-grudzień 2009
Wieczorne notatki o niewieścim mobbingu "w imię Boże" i o nadziei na przyszłość
| Wieczorne notatki o niewieścim mobbingu "w imię Boże" i o nadziei na przyszłość |
|
|
|
| 17.12.2009. | |
Wieczorem przeglądając sieć trafiłam na ciekawy tekst Bronisława Wildsteina na jego blogu w Rzeczpospolitej („Równouprawnienie w agresji”). Odwołuje się on w nim do dwóch filmów − uchodzącego z kompletnie dla mnie niezrozumiałych przyczyn − za wybitnego reżysera Quentina Tarantino. Jego filmy opowiadają historie, o agresji i językiem wulgarności i agresji. Poza nią nic w nich nie ma. To swoista apoteoza zła. Publicysta zwraca uwagę na to, że ich bohaterkami są kobiety. Tekst dotyczy agresji wśród młodych kobiet. Przypomniało mi się przy okazji powiedzenie pewnej świątobliwej niewiasty wiodącej od lat życie poświęcone służbie Bożej, że „W polskim Kościele baby same się wycinają”. Kobieca agresja nie musi wcale przybierać tak spektakularnych form jak te pokazane w filmach Tarantino. Plotkarstwo, obmowa, intrygi to norma w wielu żeńskich wspólnotach. Nie twierdzę oczywiście, że i męskich to się nie zdarza jednak właśnie między kobietami panuje na to szczególne przyzwolenie. Dlaczego? Bo zła − ubranego w niejednokrotnie pobożne frazesy − nie widać. Ta walka ma często bardzo subtelny przebieg. Ot po prostu tłumaczy się, że ktoś ma nieodpowiednie (najczęściej nie dość „tradycyjne”) poglądy. Na przykład nie lubi sławnego „ojca dyrektora” albo krytykuje postępowanie hierarchów, którzy zdradzali Kościół donosząc władzom komunistycznym. Takie osoby należy izolować, wykluczać skąd się da, zmuszać do milczenia w imię rzekomego dobra Kościoła. Kobiety potrafią być mistrzami mobbingu (bo jest to swoisty mobbing). Na czym polega problem? Chyba na tym, że dla wielu niewiast, zwłaszcza starszego pokolenia, ich poczucie bezpieczeństwa (bardzo ważne z punktu widzenia psychologicznego dobrostanu i komfortu) jest związane z tym jakie poglądy reprezentują osoby z otoczenia. Każdy kto jest „inny”, nawet w kwestiach drobnych stanowi zarysowanie tego jednostajnego pejzażu ideowego. Wprowadza zaburzenie do „świętego” spokoju i w związku z tym zmusza do zastanowienia nad własnymi poglądami. A wysiłek intelektualny jest czymś czego wiele osób nie chce podejmować. Pytanie na ile chrześcijańskie jest takie chowanie głowy w piasek i rezygnacja z refleksji? Chrześcijaństwo w Europie jest dziś w defensywie także z powodu takich przyzwyczajeń. Pielęgnowanie w Polsce sytuacji, w której kwestie wiary i problemy Kościoła są „zastałe” niczym bajoro prowadzi do upadku wiary. Młode kobiety (widzę to zwłaszcza wśród kandydatek do życia konsekrowanego) niejednokrotnie rezygnują z życia w bliskości Kościoła z powodu konieczności mierzenia się z całymi zastępami niewiast starszego pokolenia, które nie chcą żadnych zmian. Nawet łyżeczki na stole muszą być układane w taki sam sposób jak w ich młodości… Dziś napisała do mnie nowa aspirantka do wspólnoty. Też ma za sobą doświadczenia zakonne. Kiedy czytałam o trudnościach na jej drodze napełniła mnie jednak otucha. W tym Kościele są ciągle całe zastępy młodych niewiast gotowych zmagać się z trudnościami i walczyć o to by zmieniać rzeczywistość. To one − w dużej mierze − zdecydują o tym czy żeńskie życie zakonne skurczy się jak w całej Europie czy też odrodzi na nowo. |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|
|