Abp Józef Życiński w wywiadzie dla KAI tyczącym skandalu związanego z osobą senatora Piesiewicza (Link: Abp Życiński broni Krzysztofa Piesiewicza) ubolewa nad tym, że media niszczą autorytety. Wypowiedź ta jest zupełnie zdumiewająca i kompletnie nielogiczna. I nie za bardzo rozumiem czemu uchodzący za tak wykształconego i stojącego na wysokim poziomie intelektualnym człowiek zdaje się nie dostrzegać spraw zupełnie prozaicznych i banalnych.
Pan senator zrobił to, co zrobił czyli bawił się z paniami wątpliwego autoramentu i korzystał z niedozwolonych używek. Jakim cudem biskup nie rozumie, że osoba zachowująca się w taki sposób nie jest godna traktowania jej jako reprezentanta żadnej elity? Jakim autorytetem może być ktoś kogo życie jest do tego stopnia „zabałaganione” pod względem moralnym? Osoba, która nie jest w stanie zapanować nad własnymi słabościami nie ma żadnego prawa uczyć innych jak postępować. To zupełnie jasne (choć – jak widać – nie dla Jego Ekscelencji).
Święty Paweł pisze w liście do Tymoteusza o ideale biskupa: „powinien być nienaganny, mąż jednej żony, trzeźwy, rozsądny, przyzwoity, gościnny, sposobny do nauczania, nie przebierający miary w piciu wina, nieskłonny do bicia, ale opanowany, niekłótliwy, niechciwy na grosz, dobrze rządzący własnym domem, trzymający dzieci w uległości, z całą godnością. Jeśli ktoś bowiem nie umie stanąć na czele własnego domu, jakżeż będzie się troszczył o Kościół Boży?” (1 Tm 3,2-5). Nie inaczej z każdym kto chce aspirować do bycia liderem społeczności. Uporządkowane, uładzone, uczciwe życie to świadectwo, że zasługuje się na zaufanie społeczności.
Wypowiedź arcybiskupa jest o tyle niepokojąca, że wpisuje się w dziesiątki tego typu stwierdzeń innych reprezentantów naszych narodowych „elit”. Uważają oni, że ich nie obowiązują te same zasady co wszystkich, a ich błędy mają być traktowane ze szczególną wyrozumiałością. Powinno być jednak dokładnie odwrotnie. Kto chce przewodzić Narodowi musi być lepszy niż „przeciętna”, uczciwszy, bardziej wobec siebie wymagający. Przykre, że ci, którzy reprezentują nasz Święty Kościół wpisują się w tę moralnie niezdrową tendencję.
|