 W najnowszym numerze miesięcznika „Znak” poświęconym Afryce, znalazł się także blok tekstów dotyczących działalności Komisji Majątkowej („Między panem, wójtem a plebanem. Spór o odzyskiwanie majątków” – s. 93-114). Zwrot Kościołowi majątku zabranego przez władze komunistyczne wzbudza wiele kontrowersji. To zupełnie naturalne, zwłaszcza w sytuacji, w której bardzo niewielu poszkodowanych przez twórców i funkcjonariuszy poprzedniego ustroju otrzymało jakąkolwiek choćby symboliczna rekompensatę.
W momencie przejęcia przez komunistów majątków kościelnych stworzono tzw. Fundusz Kościelny. Miał to być rodzaj rekompensaty za to, co zabrano. Od kilkunastu lat trwa jednak proces odwrotny − przy podpisywaniu konkordatu ustalono, że nastąpi zwrot majątków. Prywatni właściciele nie mają tyle szczęścia, ci zaś których mienie zostało poza granicami Polski jeśli w ogóle to dostaną rekompensatę symboliczną. Autor jednej z wypowiedzi opublikowanych w „Znaku”, Zbigniew Baran, pisze, że przyczyna tak specjalnego potraktowania Kościoła jest fakt, że „Komunistyczne władze doskonale zrozumiały, że bez stabilizacji prawnej Kościoła katolickiego i przywrócenia mu bezprawnie zagarniętego majątku nie ma szans na bezkrwawe zmiany w kraju” (s. 94). Nie wiem czy rzeczywiście było to aż tak głęboko przemyślane. Kościół jest niewątpliwie najlepiej zorganizowaną i zjednoczoną grupą występują z roszczeniami.
W tekście autor przywołuje też dość skandaliczny przykład kiedy jako rekompensatę dla zakonu Sióstr Albertynek oddano majątek prywatny dwóch rodzin, o którego zwrot upominali się spadkobiercy. Siostrom, a konkretnie związanemu z nimi stowarzyszeniu posługującym ubogim, to jednak nie przeszkadzało. Ta mentalność mnie zadziwia − wziąć majątek od złodzieja po to aby służyć ubogim? Prawdziwa zagadka. Przypomniały mi się też niedawne żale wygłaszane przez członkinię Konferencji Wyższych Przełożonych Żeńskich Zgromadzeń Zakonnych m. Jolantę Olech, że media rzekomo prowadzą kampanię antyzakonną. Niestety to zakony, to sam Kościół się tworzy tę przykrą atmosferę takimi działaniami.
Kolejna kwestią jest fakt, że wiele z ziem niegdyś należących do zakonów to były jakieś majątki rolne niejednokrotnie w małych miejscowościach. Gdyby nie zostały skonfiskowane prawdopodobnie albo dalej byłyby użytkowane zgodnie ze swoim przeznaczeniem albo zostałyby dawno sprzedane. Sprzedane – za swoją ówczesną wartość. Słyszy się tymczasem o rekompensatach w postaci ziemi np. na obrzeżach miast, której wartość jest znacznie wyższa. Zakony otrzymują tereny, po czym natychmiast odsprzedają je deweloperom po zawrotnych cenach. Byłoby dziwne gdyby takie postępowanie nie budziło zastrzeżeń i krytyki.
Zwracane są ziemie najczęściej należące do Skarbu Państwa (choć zdarza się, że i takie o które się już ktoś upomina). Z majątku nas wszystkich Polaków są zatem dawane. Z naszych podatków. Czy moralnym jest zatem by Państwo − czyli my podatnicy − nadal łożyło także na Fundusz Kościelny? Czy nie dość już tego rekompensowania? Wygląda na to, że nasi hierarchowie oraz zakonnicy i zakonnice kompletnie nie rozumieją, że sami kreują antykościelne nastroje.
W tym samym bloku teksów jest również wypowiedź ks. Mirosława Piesiura, członka Komisji Majątkowej, w którym broni on oczywiście działań tegoż gremium. Jednym z argumentów ma być działalność charytatywna Kościoła prowadzona przed wojną. Wielka szkoda, że ksiądz nie zauważa, że i ziemiaństwo prowadziło tego rodzaju działania. Argument zatem mocno cieniutki. Czy mamy się bowiem licytować kto więcej dobrego zrobił? Może by się okazało, że niejeden ród szlachecki jest bardziej zasłużony niż niektóre zakony – i co wtedy? Przy okazji zwrotów ludzie reprezentujący Kościół zdają się też zapominać o jeszcze jednej kwestii. Te dobra i majątki, które Kościół posiada pochodzą przecież z ludzkiej hojności. To nie są dobra „wyprodukowane” czy „wytworzone” przez kapłanów czy zakony. To fundatorzy i dobroczyńcy zawsze decydowali o tym, jakie ziemie, jakie kwoty otrzyma Kościół, zakon, zgromadzenia. I tak powinno pozostać. To wyjątkowo nieeleganckie by w tak ubogim państwie jak nasze Kościół rozpychał się między innymi pokrzywdzonymi i pokazywał palcem, że to czy tamto ma być rekompensatą.
Przypomniała mi się rozmowa na temat takich zwrotów z siostrami z jednego ze zgromadzeń czynnych. Tłumaczyły się, że one muszą tak robić żeby sobie zapewnić „godną starość”, bo mają mało powołań. Takie postępowanie to niestety prosta droga do tego by tych powołań było jeszcze mniej… Wydaje mi się, że wiele wspólnot, których średnia wiekowa zaskakująco szybko rośnie myśli mimo to w kategoriach „po nas choćby potop” i „niech się młodsze martwią same”.
Ciekawe wydaje mi się także co będzie po tym kiedy ta niewielka część kościelnych roszczeń jaka jeszcze została komisji do załatwienia zostanie uregulowana. Nie zdziwiłabym się gdyby nagle się okazało, że większość społeczeństwa oczekuje „uwolnienia” budżetu państwa od ciężaru jakim jest Fundusz Kościelny. Może się to okazać bardzo przykre dla Kościoła. Inna sprawa, że i regulacje w zakresie podatków kościelnych powinny być jaśniejsze. Skoro korzystające z podobnych przywilejów zwolnienia od podatków fundacje czy stowarzyszenia musza się drobiazgowo rozliczać może i Kościołowi by to nie zaszkodziło. Ale to już materiał na osobne rozważanie. |